<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>


	<!DOCTYPE rss PUBLIC "-//Netscape Communications//DTD RSS 0.91//EN"

	"http://my.netscape.com/publish/formats/rss-0.91.dtd">


	<rss version="0.91">


   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>

	<channel>

	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>
<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Deathrock czyli mroki po amerykańsku</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=326</link>

	<description>&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniższy artykuł autorstwa Maniaka pierwotnie znajdował się w Coldzie #2 z 2002 roku. Upływ czasu zrobił swoje i część informacji mogła się zdezaktualizować, tym niemniej meritum pozostaje niezmiennie wartościowe. Jazda obowiązkowa, zwłaszcza dla tych którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z mrocznymi odmianami gitarowej muzyki. Dig in!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy na przełomie lat 70' i 80' takie zespoły jak Bauhaus, Joy Division, Siouxsie and the Banshees, UK Decay, Virgin Prunes i The Cure wyznaczały podwaliny ruchu gotyckiego na Wyspach Brytyjskich, po drugiej stronie Atlantyku, w Kalifornii, Środowisko punkowe zdawało się być nieświadome ich istnienia: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozz Williams (Christian Death): &quot;Inspirowały mnie dokonania punkowej sceny Zachodniego Wybrzeża USA, zespołów takich jak The Germs czy The Alley Cats. Z drugiej strony wywarli na mnie wpływ wykonawcy, których słuchałem, gdy jeszcze byłem dzieckiem: David Bowie, T-Rex. Nie zdawałem sobie sprawy z istnienia całej tej sceny gotyckiej w Anglii - Bauhaus itd. To znaczy wiedziałem, że coś takiego istnieje, ale nie słyszałem ani jednego nagrania.&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wierzyć słowom amerykańskich artystów, wypada przyjąć, że w Wielkiej. Brytanii i w Kalifornii zupełnie od siebie niezależnie doszło do powstania dwóch pokrewnych sobie scen. Tak więc w Europie część punkowców, odkrywszy dla siebie ciemną stronę egzystencji, podążyła drogą Wyznaczoną przez wspomnianych na początku wykonawców, co dało początek całej pierwszej fali gothic-rocka (Bauhaus, Joy Division itd. nie nazywano zespołami gotyckimi - dopiero gdy miano to przylgnęło do całego ruchu mrocznych post-punkowców, tę samą nazwę zaczęto stosować do prekursorów). Tak więc w 1981 roku działały już takie grupy jak The Demons (chwilę później przemianowany na Alien Sex Fiend), Kabuki (później Ausgang), Panic Button (pierwotna nazwa Sex Gang Children), Sisters of Mercy, Southern Death Cult, Play Dead, Danse Society, Theatre Of Hate i inne. W tym samym czasie, w Kalifornii rozwinęła się tzw. scena deathrockowa. Takie zespoły jak Christian Death. 45 Grave, Kommunity FK, Vox Pop, Super Heroines, Crown of Thorns, Voodoo Church ruszyły swoją mroczną drogą. Muzycznie angielski gotyk niespecjalnie różnił się od amerykańskiego deathrocka. No, może tym, że Amerykanie zawsze byli bliżsi idei czystego rock'n'rolla i raczej nie używali instrumentów elektronicznych. Oczywiście nie bez znaczenia dla obu ruchów okazał się ogólny kontekst kulturowy. Europejczycy, owszem straszyli swymi trupimi, bladymi twarzami, nastroszonymi irokezami i fantazyjnie porozdzieraną odzieżą, co nie przeszkadzało im jednocześnie manifestować swego przywiązania do tradycji europejskiego dekadentyzmu, sztuki epoki wiktoriańskiej, niemieckiego ekspresjonizmu, surrealizmu, dadaizmu, w końcu teatru okrucieństwa Artauda. Amerykanie chętnie natomiast czerpali z horrorów klasy B, przerabiając na swój użytek wszystkie mity amerykańskiej popkultury (wielu z muzyków z kręgu deathrocka rysuje czy tylko kolekcjonuje makabryczne komiksy, a niektórzy jak np. jeden z członków Penis Flytrap piszą powieści grozy i kręcą horrory). Szybko okazało się też, że termin deathrock dotyczy szerszego kręgu zespołów niż tylko tych bezpośrednio kojarzących się z europejskimi zespołami gotyckimi. Takie grupy jak TSOL, Misfits, później Samhain grały właściwie czystej wody punk-rocka, a jednak z racji ich horrorystycznego image'u oraz zbieżnych z wizerunkiem tekstów również zaliczano je do kręgu deathrocka. Podobną rolę odgrywały w Wielkiej Brytanii takie zespoły jak Screaming Dead, The Damned czy The Lords Of The New Church, zespoły mocno punkowe, czasami kojarzone jednak z ruchem gotyckim. W krajobraz amerykańskiego deathrocka wpisały się również zespoły glamowe (np. Morticia), jak i cała rzesza kapel psychobilly, by wspomnieć najgłośniejszą z nich, The Cramps.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płytą, która stała się manifestem młodego ruchu deathrockowego w Kalifornii, była składanka &quot;Hell Comes to Your House&quot;, gdzie m.in. znalazły się nagrania Christian Death i 45 Grave. Do klasycznych deathrockowych albumów na pewno należy zaliczyć również: &quot;Only Theatre of Pain&quot; Christian Death, &quot;Sleep in Safety&quot; 45 Grave, &quot;The Vision and the Voice&quot; Kommunity FK oraz EP-kę Voodoo Church.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to zawsze bywa, losy pierwszych deathrockowych kapel potoczyły się różnymi drogami. Christian Death stało się kultowym zespołem, znanym na całym świecie, żeńska kapela Super Heroines po nagraniu trzech płyt rozpadła się (jedna z pań, Eva O, znalazła się w Christian Death, następnie w Shadow Project, i aktywnie udziela się na scenie gotyckiej do dnia dzisiejszego), Voodoo Church i Crown of Thorns szybko się rozpadły, 45 Graves i Kommunity FK działały do końca lat 80', ciesząc się raczej tylko lokalną popularnością - dopiero gdy zaprzestały działalności, ich muzyka zaczęła być znana również w Europie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wczesnych latach 80' działało w Stanach dużo świetnych zespołów deathrockowych: Mighty Sphincter, Theatre of Ice, Death Ride 69, Of A Mash, Burning Image, by wymienić tylko kilka z nich. Jednak w pewnym momencie na tamtejszym gruncie zaszczepił się na dobre termin &quot;gotyk&quot; i siłą rzeczy o deathrocku przestano słyszeć. Swoją drogą należy zdawać sobie sprawę z umowności tego rodzaju definicji co &quot;gotyk&quot; czy &quot;deathrock&quot;. Często przecież chodzi o jedno i to samo. Nie jest jednak przypadkiem, że obserwowane od kilku lat odrodzenie deathrocka ściśle wiąże się z powrotem do punkowych korzeni gotyku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amerykanie wrócili do słowa &quot;deathrock&quot;, by odciąć się od tego, z czym dzisiaj kojarzy się gotyk: od pretensjonalności, łzawego romantyzmu, metalowych i industrialnych elementów, pompatyczności, manieryczności i od komercji. Bo cóż tak naprawdę wspólnego ma muzyka wczesnego Christian Death czy 45 Grave (a także Bauhaus czy Alien Sex Fiend) z Lacrimosą, Him, Diary of Dreams czy Rammstein? Na szczęście nic. To zupełnie odmienne rejony. Zresztą podobną sytuację zauważyłem w Polsce, gdzie kilka mrocznych zespołów, żeby nie być kojarzonymi z zespołami typu Artrosis, Moonlight, Batalion d'Amour czy Closterkeller i zamiast nazywać się grupami gotyckimi, przyznaje się da związków z polską mroczną sceną lat 80' i mówi o sobie jako o grupach zimnofalowych. Tak naprawdę jest to zagranie czysto taktyczne, bo termin &quot;gotyk&quot; równie dobrze pasowałby do ich muzyki.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do odrodzenia deathrocka, jest to zjawisko, które fanom gotyku lat 80', dodało wiatru w skrzydła. Masowo zaczęły się pojawiać nowe, wartościowe zespoły, powróciło do życia kilka starych, zasłużonych kapel. Reaktywowało się Voodoo Church, a zespół Mighty Sphincter po latach milczenia nagrał świetny album. Dinah Cancer, niegdyś wokalistka 45 Grave, powróciła na scenę na czele nowej kapeli Penis Flytrap. Zespół ten po wydaniu debiutanckiej EP-ki &quot;Tales of Terror&quot; należy zaliczyć do grona podstawowych zespołów nowego deathrocka. Po latach milczenia dał o sobie znać Patrick Mata, niegdyś lider Kommunity FK. I choć jego nowe propozycje zdecydowanie bliższe są stylistyce electro-industrialu, to i tak jak na razie zainteresowanie jego twórczością ogranicza się tylko do zwolenników deathrocka. Z powrotów warto jeszcze odnotować projekt I Viscera, powołany do życia przez muzyków grupy Burning Image.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz Penis Flytrap najważniejsze zespoły nowego deathrocka to: Cinema Strange, Antiworld, The Brickbats, The Phanom Limbs oraz supergrupa Frankenstein (nie mylić z noszącym tę samą nazwę zespołem byłego wokalisty Faith No More). Odnośnie Cinema Strange, rosnąca popularność tego zespołu jest dla mnie trochę niezrozumiała. Owszem, jest to dobry zespół koncertowy, odznaczający się malowniczym image'em, ale muzycznie nie jest to nic ciekawego. Tak grało się kilka lat temu na gotyckich potańcówkach w Niemczech. Niewiele tu ducha gothic-punka. U The Brickbats jest dużo punk-rocka i drugie tyle czystego rock'n'rolla. Jak na mój gust zdecydowanie za dużo klasycznego rock'n'rolla. The Phantom Limbs są znakomici, lubię ich tym bardziej, że doceniają wydawnictwa Furia Musica (klawiszowcowi Stevensonowi do gustu przypadły nagrania Joanny Makabresku, Exit i Bruna Wątpliwego). Frankenstein to zespół powołany do życia przez kilka znanych postaci z kalifornijskiego światka, między którymi znalazł się William Faith (Faith and the Muse, wcześniej Christian Death). Od długiego czasu zapowiadany jest debiutancki album zespołu. Antiworld to zespół specjalizujący się w punk-rocku anno domini 1982, ale z dużą domieszką mroku rodem z klubu Batcave (czy też raczej The Krypt - kalifornijskiego odpowiednika londyńskiego klubu, który był mekką wszelkiej maści mrocznych punków w latach 80').&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro mowa o klubach, to podstawowym kalifornijskim klubem propagującym deathrock jest obecnie Release The Bats, regularnie organizujący imprezy i koncerty. podczas których zaprezentowała się już cała czołówka deathrocka. Tu muszę wspomnieć o drugim z liczących się klubów deathrockowych. To Pagan Love Song, który mieści się w Bochum, w Niemczech. Rezydentem klubu jest Thomas Thyssen, znany propagator deathrocka i gothic-punka u naszych zachodnich sąsiadów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jeszcze na chwilę do USA, zwrócę uwagę na kilka grup. The Deep Eynde to zespół który pięć czy sześć lat temu nagrał znakomity album &quot;City Lights&quot; utrzymany w kabaretowo-elektroniczno-postpunkowej stylistyce, mogącej się kojarzyć z Soft Cell i dokonaniami Rozza Williamsa i Gitane Demone. Dowodzona przez charyzmatycznego Fate'a Fatale'a grupa ostatnio zmieniła swe oblicze. Teraz wymienia się ją jednym tchem z Penis Flytrap czy Antiworld, a porównuje najchętniej do The Damned, Misfits i The Lords of the New Church. Dowodem na to, że te skojarzenia są słuszne, jest EP-ka &quot;Suicide Drive&quot;. Warto dodać, że na basie w The Deep Eynde gra Hal Satan z Penis Flytrap.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głośno jest o grupie Horror Show. Zespól działa kilka lat i pomimo że nie nagrał żadnej płyty, zdobył sobie środowiskową sławę. Zapewne zarówno dzięki koncertom, jak i faktowi, że członkowie grupy udzielają się mocno w ramach sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym jeszcze wspomnieć, że zespoły deathrockowe to nie tylko kapele mające coś wspólnego z gotykiem i punkiem, to również grupy elektroniczne (ceniony w środowisku Element), hardcore'owo-punkowe (Kastle Grey  Skull), a nawet country-punkowe  (Ghoultown). Często o przynależności do sceny deathrockowej decyduje image oraz odpowiednie teksty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Europie też powoli powraca nostalgia za latami 80', gothic-punkiem, deathrockiem, klimatami a'la Batcave. Oczywiście najwyraźniej widać to w Niemczech, gdzie działa zespół Bloody Dead and Sexy kojarzony z deathrockiem (szczególnie tym spod znaku Christian Death), ale gdzie również jest długa tradycja mrocznych zespołów punkowych (lub punkowo-gotyckich), grających tzw. depro-punka. Od lat 80' działają tam dwie znakomite formacje depro-punkowe: Fliehende Sturme i Der Fluch. W Niemczech wydawany jest też deathrockowy magazyn Necrogoth, który od trzeciego numeru ma być redagowany w języku angielskim. Wracając do prasy, na rynku można nabyć także Deathrock Magazine oraz Drop Dead Magazine z obszernymi informacjami na temat deathrocka oraz innych muzycznych dziwactw. To na razie tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maniak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Silent Scream - wywiad</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=325</link>

	<description> Silent Scream to kapela będąca  bezpośrednim spadkobiercą jednego z najbardziej znanych fińskich  zespołów goth-rockowych, działającego  bez mała dziesięć lat Varjo , którego  działalność zakończyła tragiczna śmierć jednego z założycieli, Henry'ego Waldéna. Niedawno ukazał się nagrany już po jego śmierci, ostatni pod szyldem Varjo album &quot;Viimeinen Näytös&quot;, tak więc postanowiliśmy poprosić muzyków Silent Scream o przybliżenie sylwetek obu zespołów naszym czytelnikom. O  historii, muzyce i planach na przyszłość rozmawialiśmy z Anttim i  Mattim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wywiad przeprowadził: Krucek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Na początek chciałbym  powiedzieć że bardzo cieszy mnie że zgodziliście się na wywiad!  Przechodząc do pytań - jak wyglądały początki waszego zespołu, czy  moglibyście je co nieco przybliżyć? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Varjo założyliśmy ja i Henry (gitarzysta,  założyciel) w 1995 roku. Zespół w sumie był wypadkową naszych gustów i  inspiracji, tak więc szliśmy w kierunku klimatycznego goth rocka. Na  samym początku zespół składał się ze mnie, Henry'ego i automatu. Basiści  zmieniali się co chwilę, aż do momentu gdy znaleźliśmy Kaide Lukkonena,  który ostatecznie został w zespole na prawie dziesięć lat.  Pochodziliśmy z Heinoli, małej mieściny (ok 20 tys. mieszkańców) jakieś  150km na południe od Helsinek; próby mieliśmy na poddaszu jakiegoś  przedszkola... proste jest, że w tej dziurze jedynymi osobami które  siedziały w klimatach post-punkowych i gotyckich byliśmy właśnie my  dwaj. Jeśli coś już działo się, to w dużych miastach - oczywiście  głównie w stolicy... a przeprowadziliśmy się tam relatywnie niedawno,  jakieś pięć lat temu. Od początku istnienia kapeli do roku 2000  używaliśmy automatu, przy jego pomocy nagraliśmy 2 epki. Potem  powtórzyła się karuzela, tym razem z perkusistami... Nasz obecny skład,  tj. ja, Matthew i Jukka nagrał ostatnią płytę Varjo bez Henry'ego, choć  jego partie są obecne na trzech kawałkach z tamtej płyty. Po jego  śmierci nie chcieliśmy używać nazwy poprzedniej nazwy, ze względu na to  jego wpływ na oblicze kapeli, od początku aż do samego końca - tak więc  zdecydowaliśmy się założyć nowy zespół i grać dalej, tym razem z  tekstami po angielsku. Sama muzyka to naturalny rozwój tego co graliśmy w  Varjo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mathhew: Silent  Scream powstało niedługo po śmierci Henry'ego. Na początku było nam  bardzo ciężko bez niego, był naprawdę wspaniałą osobą i wywarł na nas  wszystkich ogromny wpływ. Po jakimś czasie okazało się że wspólne granie  może nam pomóc oswoić się z tą tragedią... na przekór całej tej  historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Jak wyglądała wasza muzyka w tamtym czasie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: To pytanie do Anttiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Graliśmy jako Varjo przez 13 lat, aż do  śmierci Henry'ego w 2008. Skład zmieniał się często, ale trzonem  zespołu zawsze byłem ja i Henry - po latach grania myślę że mogę  nieskromnie stwierdzić że staliśmy się najbardziej rozpoznawalnym  zespołem grającym rok gotycki po fińsku. Koncertowaliśmy naprawdę sporo,  i chociaż Varjo nigdy nie stało się zespołem mainstreamowym (o swoją  drogą nie zabiegaliśmy), to w kręgach undergroundowych byliśmy solidną  marką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Silent Scream jest swoistą kontynuacją Varjo - jakie są różnice między  tym co robiliście w poprzednim zespole a teraz? Macie jakieś pomysły W  jakim kierunku będzie podążać wasza muzyka w najbliższym czasie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Silent Scream to faktycznie jak gdyby  ciąg dalszy Varjo takiego jakim było pod koniec działalności. Na wiosnę  2008 roku, gdy poproszono mnie o dołączenie do zespołu chłopaki grali  już naprawdę mocno, tak więc wydaje mi się że udało mi się przemycić  trochę ich starszego melodyjnego brzmienia bez zbytniego &quot;stępiana  ostrza&quot; jednocześnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti:  Jedna z głównych różnic to język. Silent Scream ma teksty po angielsku,  i ogólnie muzyka jest zdeycdowanie bardziej punkowe nachylenie. Varjo  było bardziej wygładzone, klimaty The Cure, Cocteu Twins, czy The  Chameleons. Jeśli iść w porównania to nasze obecne brzmienie bliższe  jest zespołom typu Killing Joke, Southern Death Cult czy nawet Amebix,  bardzie plemienne i minimalistyczne. Póki co jesteśmy względnie nowym  zespołem, na koncie mamy dopiero jedną epkę, także pytanie o przyszłość  cały czas pozostaje otwarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Kolejne pytanie - skąd nazwa? Były  jakieś konkretne inspiracje czy po prostu dobrze brzmiało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Mieliśmy kupę pomysłów na nową nazwę  ale strasznie mało czasu na podjęcie decyzji - Silent Scream podobało  się nam najbardziej. Jest conajmniej pięć-sześć horrorów o takiej  nazwie, ponadto ten sam tytuł nowsił amerykański dokument antyaborcyjny z  lat osiemdziesiątych. Akurat to ostatnie przypomniałem sobie już po tym  jak się na nie zdecydowaliśmy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Ciężko było coś wybrać. Nie byliśmy na to w ogóle  przygotowani, pod nazwą Varjo mieliśmy grać jeszcze przez wiele lat... I  nagle Henry umiera, nie ma zespołu! Mieliśmy dużo pomysłów na nową  nazwę ale większość z nich była gówniana, i w końcu zdecydowaliśmy się  na Silent Scream. Oprócz tego co wspomniał Matthew, w latach  osiemdziesiątych grał brytyjski Silent Scream - kupiłem ich singla  (jedynego jakiego wydali z tego co wiem) i nawet brzmieli podobnie do  nas. No ale - zmieniać nazwy nie zamierzamy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Pytanie które musi paść -  wasze inspiracje, zespoły które wywarły na was największy wpływ?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Matthew:  Słuchamy bardzo różnych rzeczy... zespoły które można by uznać za nasze  kluczowe dla naszego brzmienia jako zespół to Killing Joke, Bauhaus,  Joy Division, Amebix i The Stooges.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Za dużo by mówić jakby wymieniać wszystkie, ale  te najważniejsze według  mnie to Killing Joke, Amebix, Southern Death  Cult, Bauhaus, The Cure, Slowdive, Brian Eno, Antisect, Discharge,  Crass, Joy Division, The Danse Society, Alien Sex Fiend, UK Decay,  Virgin Prunes, New Model Army... dużo tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Jak określilibyście własnymi  słowami to co gra Silent Scream?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Konkretne przywalenie bez zbędnęgo rzępolenia -  tak jak powinno być, gdy się jest triem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Intensywność, nastrojowość i niepokój. Coś w  stylu nowoczesnego zgromadzenia plemiennego, taniec w rytmie bębnów  wokół płonącego ognia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Większość waszych tekstów  jest po angielsku, jednakże część po fińsku - o czym one opowiadają?  Macie jakieś motywy przewodnie w waszych tekstach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mathhew: Nie będę się wypowiadał za Anttiego,  ale moje teksty generalnie mają swoją genezę w książkach, filmach,  ogólnie życiu. Niby nic ciekawego, no ale co zrobić - napisałem tylko  dwa teksty od początku do końca, niektóre pisałem do spółki z Anttim.  Taki &amp;#8220;Soluttautujat&amp;#8221; (&amp;#8220;Infiltrators&amp;#8221;) jest o mocno paranoicznym kolesiu  który ma urojenia że do jego domu przychodzą ludzie żeby go szpiegować.  Kawałek &quot;Meat&quot; z kolei zainspirowany był książką angielskiego pisarza  horrorów, Josepha D'Lacey'a.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Różnie to bywa. Varjo istniało przez trzynaście  lat, Silent Scream półtora roku, także sporo się tego nazbierało. Teksty Varjo były raczej introspektywne, z kolei Silent Scream to raczej  rzeczy wzięte z życia... Nasze teksty to nie historie, tylko chwile,  momenty uchwycone czasem w raptem paru linijkach. Muzyka i słowa tworzą  klimat, a dla nas jest on ważniejszy niż jakaś konkretna historia w  tekście... Liczy się nastrój.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Jak wygląda scena w  Finlandii? Jest między wami jakieś poczucie więzi? Jakie zespoły z  waszego kraju uważacie za godne polecenia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Niby jest ok, ale wiadomo, mogłoby być lepiej.  Staramy się grać koncerty z zespołami w podobnych klimatach, ale  jesteśmy otwarci też na bardziej egzotyczne kombinacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Obecnie jest kilka zespołów które są  dobre - Murnau's Playhouse, Angelica Kult, Silene i Shadowplay.  Shadowplay istnieją od początku lat osiemdziesiątych, naprawdę świetny i  unikalny zespół, Henry grał u nich kiedyś. Ogólnie muzyka gotycka w  Finlandii to cały czas underground, i wszystkie zespoły są w podobnej,  czyli kiepskiej sytuacji. Istniało wiele zespołów w tym klimacie w  latach osiemdzdiesiątych i dziewięćdziesiątych, ale się rozpadło...  Label Stupido niedawno wydał fajną składankę z zespołami z tamtego   okresu &quot;Eilisen Jälkeen - Finnish Post punk '81 - '87.&quot; Ta kompilacja i  ostatni album Varjo, &quot;Viimeinen näytös&quot; będzie prawdopodobnie niebawem  dostępny w dystrybucji na terenie Europy. Z kapel które pojawiają się na  tamtej płycie warto wymienić Musta Paraati, Silmät, Kuudes Tunti,  Kuolleet Kukat, Hexenhaus. Dekadę temu Two Witches był jednym z  najbardziej rozpoznawalnych fińskich zespołów gotyckich, istniało też  kilka które nigdy nie osiągnęły sukcesu, ale były bardzo dobre - Dancing  Golem, czy This Empty Flow... Zasłużyli sobie na dużo więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Pochodzicie z kraju dość  powszechnie znanego z zamiłowania do mocnych trunków... Czy picie ma  jakiś wpływ na wasze granie, czy zdarza się że bywa inspiracją?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Nie, w ogóle. Nienawidzę grać po  pijaku, i za piwo zabieram się dopiero jak kończymy występ. W końcu  publiczność zapłaciła żeby nas zobaczyć, więc naszym obowiązkiem jest  dać z siebie wszystko, a nie odwalać jakąś chałę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Nie, i uważam że takie zachowania to  buractwo. Przećwiczyłem to parę razy i nie ma w tym nic nadzwyczajnego,  uwierz mi. Finlandia owszem, jest znana z ostrego chlania, ale ja wolę  grać i komponować na trzeźwo. Zdarzyło mi się grać na bani i wyszło  tragicznie; Jeśli pijemy, to po koncercie, i myślę że tak jest lepiej  dla wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Macie jakieś plany odnośnie najbliższych koncertów i festiwali?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Jasne że mamy, ale zobaczymy ile z  tego uda się nam zrealizować. Fajnie jest podróżować, więc chcielibyśmy  odwiedzić jak najwięcej krajów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Chcielibyśmy zagrać kiedyś w Polsce! Jesteśmy w  kontakcie z organizatorami koncertów i mamy pewne nadzieje... Na wiosnę  będzie parę koncertów w Turku i Helsinkach, ale na ten moment  priorytetem jest nagranie pierwszego albumu Silent Scream. Za to na  jesieni pojawimy się w Berlinie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Czy muzyka gotycka jest popularna w  Finlandii? Jak wygląda wasza publika?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Nie, niestety nie jest. Przez ostatnią dekadę  metal stał się dominującym stylem muzyczny, i - według mnie - wszystko  się popaprało. Przez jakiś czas był nawet taki trend że każdy zespół  metalowy czy hardrockowy nazywał swoje granie gotyckim, ale to na  szczęście przeminęło. Nasza publika to różni ludzie, i cieszy mnie że to  co robimy przyciąga ludzi także spoza klimatów gotyckich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Nasza publiczność to zasadniczo goci,  punki i ludzie słuchający indie. W Finlandii istnieją kapele &quot;gotyckie&quot;  które są bardzo popularne, ale najczęściej to zwykły metal z gotycką  otoczką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Jakie były wasze najgorsze i najlepsze doświadczenia w czasie waszej  kariery?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Jednym z  bardziej fatalnych które ja pamiętam był koncert dedykowany pamięci  Henry'ego, w napełnionym po brzegi klubie. W pewnym momencie wysiadł mi  efekt, i to akurat w newralgicznym momencie jednego z bardziej  podniosłych kawałków Varjo. Cholernie upokarzające. Te lepsze na  szczęście tych dobrych doświadczeń było znacznie więcej... W tym  momencie przychodzi mi do głowy koncert promujący wydanie nowej płyty w  klubie Tavastia w Helsinkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Najgorsze wspomnienia związane z działalnością  zespołu to oczywiście śmierć Henry'ego. Do tego, dwa lata wcześniej  zniknął nasz ex-klawiszowiec. Przez półtora roku nikt go nie mógł  znaleźć, aż pewnego dnia jakaś dziewczyna znalazła jego ciało w lesie.  Co prawda nie był on już muzykiem Varjo, ale pozostawał moim bliskim  przyjacielem i jego śmierć bardzo mną wstrząsnęła, tym bardziej że to  było samobójstwo; przez cały czas mieliśmy nadzieję że ktoś znajdzie go  żywego... &quot;Olet ehkä kuollut&quot;, kawałek z ostatniej płyty Varjo, opowiada  właśnie o tym. Najlepsze wspomnienia to koncerty, widok naszych  nowiutkich płyt w sklepach... Dużo wspomnień, ciężko coś z tego wybrać.  Koncert w klubie Tavastia o którym wspomniał Matthew był świetny, chyba  jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek zagraliśmy. Przyszło ponad  pięćset osób! Koncert był nagrywany na wideo, część z tego materiału  będzie wykorzystany w nadchodzącym dokumencie o Varjo i Silent Scream.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Jakiego sprzętu używacie?  Wolicie grać na starym, vintage'owym sprzęcie, czy raczej nowoczesny  sprzęt?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Ja używam  basu Ibaneza ATK z przesterem Bossa i chorusem podpiętym do wzmaczniacza  Laney Richter. Stary sprzęt owszem jest fajny i bajerancki, ale wolę  jak nic mi nie nawala w trakcie występu, tak więc gram na relatywnie  nowych rzeczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti:  Akurat ja wolę stary sprzęt, mimo iż większość mojego nim nie jest.  Większość pochodzi z lat dziewięćdziesiątych, niektóre trochę starsze bo  z drugiej ręki. Gram na Gibsonie Les Paul, efekty Boss, Ibanez i  Alesis, wzmacniacz Marschalla. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Udaje wam się żyć z grania czy macie  normalną pracę? Jeśli tak, to czy trudno jest pogodzić pracę z karierą  muzyczną?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Ja  obecnie robię w przemyśle rozrywkowym dla dorosłych. Trochę to utrudnia  próby i regularnie granie gdy na przykład wracasz zmęczony z roboty po  całym dniu. Na szczęście muzyka sama w sobie daje kopa, także jakoś  sobie radzimy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti:  Wszyscy mamy normalną pracę,z grania gotyku w Finlandii nie da się  wyżyć. Ja pracuję w sklepie fotograficznym. Tak jak mówił Mattihew  ciężko czasem wyrobić gdy następnego dnia po koncercie trzeba wstać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Jakie są wasze plany na  przyszłość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew:  Planujemy skończyć nagrywanie pierwszego albumu Silent Scream, mam  nadzieję że nie potrwa to zbyt długo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Następnym krokiem jest debiut i dorwanie  kontraktu. Coś tam kombinujemy, ale jeszcze nic nie sfinalizowaliśmy.  Próbujemy zaaranżować jakąś dystrybucję na Europę, ewentualnie jakąś  trasę. Bardzo chcielibyśmy zagrać w Polsce, Niemczech i Wielkiej  Brytanii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl:  Znacie jakieś polskie zespoły nowofalowe/postpunkowe/gotyckie? Co o  nich sądzicie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Mam  jedną płytę Variété, &quot;Bydgoszcz 1986&quot;, uwielbiam ją! Nie mam pojęcia co  ten koleś śpiewa, ale klimat albumu to coś niesamowicie rzadkiego,  arcydzieło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti: Ja  słyszałem Siekierę i Variété, obydwa mi się podobają. Zwłaszcza Variété,  ponure jak Dead Can Dance na dnie grobowca!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bat-Cave.pl: Ostatnie słowa dla naszych  czytelników?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antti:  Odwiedźcie nasz myspace, tam możecie posłuchać trochę naszych kawałków i  zamówić płyty Varjo i Silent Scream.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matthew: Kupujcie płyty i chodźcie na koncerty! Tylko  dzięki temu udaje nam się ciągnąć to wszystko do przodu. Trzymajcie się!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;/www.myspace.com/silentscrm&quot;&gt;www.myspace.com/silentscrm&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;/www.myspace.com/varjoyhtye&quot;&gt;www.myspace.com/varjoyhtye&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Kasms - Spayed</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=323</link>

	<description> Kasms - Spayed&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trouble Rec. / Desire Rec. 2009 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; 	 	   &lt;p align=&quot;JUSTIFY&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;No to się porobiło! Post-punkowy zespół, który nie ukrywa deathrockowych fascynacji, zbiera wszędzie pozytywne recenzje (w tym w NME, które od zawsze mroczne granie ignorowało) i nagrywa teledyski (ma już na koncie trzy profesjonalne klipy). Wygląda to na jakąś ściemę, ale ostatecznie wychodzi na to, że Kasms  są po prostu tak dobrzy, że musieli zostać zauważeni i docenieni. I prawidłowo.&lt;/p&gt;  &lt;p align=&quot;JUSTIFY&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;Zespół powstał pod koniec 2007 roku w Londynie. Ich debiutancka EP-ka, wydana w marcu następnego roku, rozeszła się w ciągu... dwóch dni. Na pełnowymiarowy album Kasms kazali czekać przez rok i w końcu, w maju 2009, ukazał się krążek zatytułowany &amp;#8220;Spayed&amp;#8221;. Jego zawartość to kawał niesamowicie dobrej post-punkowej muzy, która wywołać powinna szybsze bicie serca u każdego fana takiego grania. Londyński kwartet gra ostro, dynamicznie i mrocznie, czerpiąc inspiracje także z okolic no wave (Teenage Jesus and The Jerks się kłania) i kapel, które na przełomie stuleci ożywiły deathrocka, zwłaszcza tych &amp;#8220;babskich&amp;#8221; w stylu Veronica Lipgloss and The Evil Eyes, The Vanishing czy &amp;#8211; przede wszystkim &amp;#8211; nieodżałowanego Subtonix, które przez sam zespół jest wymieniane jako jedna z głównych inspiracji. Jeśli do tego dodamy czytelne odniesienia do klasycznego gotyku typu Siouxsie and The Banshees i Bauhaus, tym bardziej dziwne wyda się, że zespół odniósł tak wielki &amp;#8211; jak na kapelę, jakby nie patrzeć, mocno niszową &amp;#8211; sukces. Zwłaszcza, że nie znajdziemy tu żadnych &amp;#8220;przebojowych&amp;#8221; indie rockowych zagrywek, które są plagą tak zwanego &amp;#8220;post-punk revivalu&amp;#8221;.&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;JUSTIFY&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;Wystarczy posłuchać takich hitów, jak &amp;#8220;Male bonding&amp;#8221;, &amp;#8220;Taxidermy&amp;#8221;, &quot;Bone you&quot; czy &amp;#8220;Mur Mur&amp;#8221;, by uświadomić sobie, że &amp;#8220;Spayed&amp;#8221; jest albumem, na który warto wydać ostatnie ciężko zarobione pieniądze. Kasms to jeszcze młoda ekipa (wystarczy spojrzeć na zdjęcia zespołu), przed którą cała kariera dopiero stoi otworem. Oby tylko potoczyła się ona we właściwym kierunku &amp;#8211; czyli bez podlizywania się mainstreamowej publiczności i pójścia w kierunku proponowanym przez &amp;#8220;alternatywne&amp;#8221; zespoły z MTV2. Na razie ta taktyka się sprawdza, i oby tak pozostało.&lt;/p&gt;  &lt;p align=&quot;JUSTIFY&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;Michał Karpowicz&lt;/p&gt; &lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.myspace.com/kasms&quot;&gt;http://www.myspace.com/kasms&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=H8mkjHyEUdE&quot;&gt;http://www.youtube.com/watch?v=H8mkjHyEUdE&lt;/a&gt; - teledysk do &quot;Bone You&quot;&lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=xOWV05d_yhY&quot;&gt;http://www.youtube.com/watch?v=xOWV05d_yhY&lt;/a&gt; - teledysk do &quot;Taxidermy&quot;&lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=6N92-Z-Wddk&quot;&gt;http://www.youtube.com/watch?v=6N92-Z-Wddk&lt;/a&gt; - teledysk do &quot;Male bonding&quot; &lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Jungle Crow - Diamonds and Sand</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=322</link>

	<description> &lt;br /&gt; Jungle Crow - Diamonds and Sand&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wyd. własne 2010&lt;br /&gt; 	 	   &lt;p align=&quot;justify&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;Tęsknicie za The Vanishing? Ja bardzo, ale raczej nie ma co liczyć na ich powrót, jako że Jessie Evans od ładnych paru lat interesuje się już nieco inną muzyką. Jej zespół okazał się jednak formacją wpływową, która dorobiła się już kilku całkiem niezłych naśladowców. Do tej grupy należy między innymi właśnie Jungle Crow &amp;#8211; projekt Lauren Stork i Michaela Browdera, znanych tu i ówdzie z recenzowanych także na naszej stronie Deadbeats.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepis na muzykę jest tu prosty. Dominują syntezatorowe, niby bogate, ale w gruncie rzeczy jednak dość oszczędne aranżacje, uzupełniane tu i ówdzie saksofonem (kolejne podobieństwo do The Vanishing), wsparte dosyć monotonnym wokalem Lauren, która tym razem nie skanduje tak jak w Deadbeats, lecz stara się śpiewać bardziej konwencjonalnie. Jeśli w swoim drugim projekcie brzmi ona jak stała rezydentka szpitala psychiatrycznego, to w Jungle Crow jest to raczej skacowana bywalczyni akademika, snująca się po korytarzu w okolicach czwartej nad ranem. Taka jest też gra Michaela &amp;#8211; nie tak agresywna i szalona, raczej leniwie snująca się i jeśli chcemy przy tym potańczyć, to właśnie pod koniec imprezy, gdy większość bywalców śpi na stołach lub pod nimi, a my staramy się wykrzesać z siebie resztki energii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&quot;Diamonds and Sand&quot; na pewno nie jest albumem przełomowym, ale warto się nim zainteresować, jeśli ceni się zespoły typu The Vanishing czy Sixteens, które łączą post-punkowy mrok i chłodną elektronikę. Lauren i Michael odwalili tu kawał dobrej roboty, wydając ten album własnymi siłami. Wołają za niego tylko jedenaście dolców razem z przesyłką - chyba można się skusić?&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;justify&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;&lt;br /&gt;Michał Karpowicz&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;justify&quot; style=&quot;margin-bottom: 0cm; font-weight: normal&quot;&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.myspace.com/junglecrow&quot;&gt;http://www.myspace.com/junglecrow&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Kommunity FK - The Vision And The Voice</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=321</link>

	<description> &lt;br /&gt; Kommunity FK - The Vision And The Voice&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cleopatra Records 1994 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1983 roku na świat przyszło pierwsze dziecko Kalifornijskiej formacji Kommunity Fuck (w późniejszych czasach - Kommunity FK). Album The Vision And The Voice został wydany po raz pierwszy na CD w 1994 roku przez wytwórnię Cleopatra Records. Lider, a zarazem założyciel projektu - Patrick Mata dyrygował całą pracą, co raczej przyniosło formacji same plusy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;	Już od pierwszych sekund album dostarcza dawkę uderzeniową deathrocka wysokich lotów. Wokaliza Maty wręcz słodzi brzmienie, ale w połączeniu z pozostałą częścią ściany dźwięków pikanteria pozostaje niezachwiana. Całość przywołuje na myśl zespoły pokroju Voodoo Church, niekiedy Specimen. Mimo swojej surowości album brzmi bardziej niż dosadnie. Pierwsze utwory: &quot;Unknown To You&quot;, oraz &quot;We Will Not Fall&quot; napawają ciężkim klimatem. Swego rodzaju brzmieniową kontrą może być &quot;Anti-Pop&quot;, oraz &quot;To Blame&quot;, które zdają się delikatnie podszarpywać struny optymizmu. Prostota kompozycji w &quot;The Vision And The Voice&quot; jest bezkompromisowo najmocniejszą stroną albumu, ukazując precyzyjnie schematy gatunku. Kolejnym utworem wartym przywołania jest &quot;Incompatible Disposition&quot;, który z perspektywy instrumentalnej może być porównany do kultowego &quot;Bela Lugosi's Dead&quot;. Nastrojowo wróży to apokalipsę, od której jednak ciężko się oderwać. Dalej przez jakiś czas nie ma rewelacji. Perełką i zarazem pointą wydawnictwa jest ostatni utwór - &quot;Fuck The Kommunity&quot;, w którym dominuje punkowa energia w stylu Alien Sex Fiend z płyty &quot;The Legendary Batcave Tapes&quot;. Album sam w sobie może nie należy do doskonałych, jednak warto zwrócić na niego uwagę i poświęcić te kilkadziesiąt minut by się weń zagłębić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Murnau&amp;#39;s Playhouse - Sanity Show</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=320</link>

	<description>  Murnau's Playhouse - Sanity Show&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spider In A Matchbox 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że nie mam zbyt dobrego zdania o gotyckim rocku i z reguły do grających w tym stylu kapel jestem od początku mocno uprzedzony. Niekiedy jednak pojawiają się zespoły, które mimo iż można do takiego grania zaliczyć, z miejsca zyskują moją sympatię. Tak jest między innymi w przypadku Murnau's Playhouse.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówienie o tym pochodzącym z fińskiego Tampere zespole jako goth-rockowym może być jednak nieco krzywdzące, jako że ich muzyczne  oblicze nie jest sprawą aż tak oczywistą - począwszy od imidżu, który pasuje raczej do kapeli deathrockowej, niż do kolejnych klonów Fields Of The Nephilim. Sama grupa zresztą bardziej czuje się częścią sceny post-punkowej, wymieniając na swojej stronie internetowej takie inspiracje, jak Killing Joke, The Chameleons, The Cult czy The Cure. I to słychać w ich muzyce - kompozycje, prowadzone przez wyrazisty, mocny bas uzupełnione są różnorodną grą gitary i schowanym z tyłu, przebijającym się tu i ówdzie na pierwszy plan klawiszem.  Taki styl gry, podobnie jak i śpiew wokalisty Arttu, lokuje Murnau's Playhouse gdzieś na granicy post-punka i gotyckiego rocka - raz przeważając w jedną, a raz w drugą stronę. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa utwory: &quot;Panopticon&quot; z dominującą agresywną, &quot;rwaną&quot; gitarą i kończący album, nieco &quot;kjurowy&quot; &quot;Smoke &amp; Mirrors&quot;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Finowie grają razem dopiero od niecałych trzech lat i mają za sobą ledwie kilka koncertów, ale na &quot;Sanity Show&quot; słychać, że są zespołem ogranym, który wie jaką ścieżką chce podążać. Na stronie netlabela Zorch Factory można znaleźć ich pierwsze, czteroutworowe demo, które polecam tym, którzy chcieliby się zapoznać z twórczością kwintetu z Tampere. Powinno się spodobać fanom gotyckiego rocka, a i ci zorientowani na post-punka znajdą tu coś dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michał Karpowicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.myspace.com/murnausplayhouse&quot;&gt;http://www.myspace.com/murnausplayhouse&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.zorchfactoryrecords.com/releases/item/23-murnau-s-playhouse-demo-2008.html&quot;&gt;http://www.zorchfactoryrecords.com/releases/item/23-murnau-s-playhouse-demo-2008.html&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Castrati - Let The Cat Out Of The [Plastic] Bag</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=319</link>

	<description> &lt;br /&gt;Castrati - Let The Cat Out Of The [Plastic] Bag&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alone Prod 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współczesny francuski deathrock - do niedawna jeśli ktoś wspominał ten termin, odnosił się głównie do dwóch kapel - Eat Your Make-Up i Deadchovsky. Każda z nich wydała dwie płyty, po czym obydwie się rozpadły. Przez długi czas nie widać było żadnych godnych następców - na gruzach EYMU powstali co prawda Chrysalis Morass, lecz przez długi czas było o nich cicho, i na ten moment wiadomo tylko o wstępnych przymiarkach na album w późnym 2010 roku. Ale, jako że rynek nie lubi próżni, doczekaliśmy się debiutu dwóch nowych zespołów - Castrati i Cemetary Girlz. Obecnie, z braku innych pretendentów, te dwie kapele siłą rzeczy są wizytówką francuskiej &quot;sceny&quot; deathrockowej - jak w tej roli radzi sobie Castrati - poniżej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga z Lyonu nie sili się specjalnie na oryginalność, inspiracje czytelne są od pierwszych dźwięków - Christian Death, Cinema Strange, Eat Your Make-Up, Deadchovsky... Zespół w większości utworów lokuje się stylistycznie gdzieś pomiędzy melodyjnością EYMU a szaleństwami spod znaku Deadchovsky - nie mamy tu do czynienia z jakimś dużym kombinowaniem ze strukturą utworów, ale na szczęście daleko też jest od totalnej prostoty. Gitary brzmią tak jak powinny brzmieć w deathrockowym zespole, solidnie i z wykopem, spory akcent położony jest też na klawisze, które w sprawnie grają swoją rolę w kompozycjach; dużą zaletą zespołu jest słyszalne od pierwszych taktów totalnie luzackie podejście, bez sztucznego napinania się i epatowania deathrockową stylistyką na siłę. Słychać wyraźnie że zespół dobrze się bawi i że nagrywanie tej płyty sprawiało im frajdę. I choć daleko im do kombinowania w stylu Deadchovskiego, pewien duch jarmaczno-kabaretowego szaleństwa unosi się nad wszystkimi utworami; niemała w tym zasługa wokalisty Önuk'a, który dwoi się i troi, w każdym utworze poszukując innych metod ekspresji - od lekko bełkotliwego śpiewu, poprzez histeryczne wycieczki w wysokie rejestry, aż po quasi melorecytacyjne mamrotanie; nie wypada też nie wspomnieć o &quot;głównej inspiracji&quot; zespołu, którą jest... purpurowy kot z planety Wenus imieniem Pugsley, który, jak twierdzi wokalista, od początku do końca kierował procesem komponowania... Zasadniczo nie interesuje mnie czy i jakimi &quot;wspomagaczami&quot; raczą się muzycy, dopóki efekt jest sensowny - a w przypadku Castrati jak najbardziej przypadł mi on do gustu. Odnośnie minusów - pewne zastrzeżenia budzi we mnie brzmienie perkusji, w niektórych kawałkach bardzo mechaniczne, częściowo jest to pewnie wynik ograniczonego budżetu (co uwidacznia się też w formie wydania płyty - w kartoniku), częściowo może też takie było założenie zespołu i ich producenta (JF, notabene ex-EYMU, obecnie Chrysalis Morass); w każdym razie mnie średnio to przekonuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&quot;Let The Cat Out Of The [Plastic] Bag&quot; to płyta której powinno się słuchać w całości, brak tu jakichś oczywistych &quot;hitów&quot; czy kawałków które szczególnie wbijają się w pamięć; tym niemniej słucham tej płyty już od jakiegoś czasu i nie odczuwam znużenia dźwiękami serwowanymi przez Castrati - sprawnie, z luzem i do przodu, czyli tak jak powinno być.  Pozostaje liczyć że zespół nie spocznie na laurach i w miarę niedługo zaproponuje nam coś nowego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>V.A. - Pictures Of You: A Tribute To Godlike Geniuses The Cure</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=318</link>

	<description>  &lt;br /&gt;V.A. - Pictures Of You: A Tribute To &lt;br /&gt;Godlike Geniuses The Cure&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;New Musical Express 2009 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla obecnych trzydziesto-trzydziestoparolatków The Cure to zespół szczególny. Dyskografia zespołu, prezentowana w Polskim Radiu przez nieodżałowanego Tomasza Beksińskiego, przeobraziła kultowy dotychczas status grupy w jeden z najmodniejszych zespołów końca lat osiemdziesiątych. Były to czasy subkultur młodzieżowych, stąd nagle z dnia na dzień obok skinów, punków czy metalowców na szarych ulicach polskich miast pojawili się natapirowani osobnicy przystrojeni w obowiązkową czerń (nazwani zostali kjurczakami lub kjurowcami, co dziś wydaje się zabawne). Podobnie fanatycznych &quot;wyznawców&quot; miał w owym czasie chyba tylko Depeche Mode. Wszystko to już historia. Na chwilę odkurzona by przybliżyć okoliczności w jakich zetknąłem się z tą szczególną muzyką. Pomimo spadku popularności, mimo nierównej formy artystycznej na coraz rzadziej wydawanych płytach ,grupa Roberta Smitha pozostaje do dziś jedną z moich ulubionych. Z dużą ciekawością przesłuchałem więc składankę wydaną przez pismo New Musical Express o nieco bałwochwalczym tytule &quot;Pictures Of You: A Tribute To Godlike Geniuses The Cure&quot;. Jest to oczywiście zbiór oporacowań piosenek The Cure przez inne zespoły. Zanim jednak zabrzmi muzyka trafiamy na &quot;Introduction&quot;, swoisty instruktarz Smitha: &quot;jak zrobić udany cover?&quot;. Złośliwi nie bez racji przypomną sobie &quot;Foxy Lady&quot; i &quot;Hello I Love You&quot; utwory z którymi przyszło się mierzyć nobliwemu mistrzowi w przeszłości. Na ich tle opracowania &quot;uczniów&quot; lśnią niczym diamenty. Rzut okiem na liste wykonawców niezbicie dowodzi, iż Cure są już tam, gdzie Hendrix i The Doors - artyści niegdyś &quot;coverowani&quot; przez Smitha i spółkę - w panteonie klasyków rocka. Pokłon grupie oddają bowiem (obok kilku mniej znanych zespołów) uznane firmy takie jak: klasycy indie rocka Dinosaur jr., czy bohaterzy ostatniej dekady, The Big Pink, Editors, The Dandy Warhols, The Futureheads i British Sea Power. Przejdźmy za tym do muzyki zawartej na płycie. Jako pierwsi pojawiają się Mystery Jets &amp; Esser ze swoją wersją &quot;In Between Days&quot;, jedyną piosenką która doczekała się dwóch różnych wykonań, drugim jest kończące całość podejście Get Cape. Wear Cape. Fly. Zespół nie idzie na łatwiznę, stara się nadać piosence nową jakość rezygnując z roli gitary akustycznej jako instrumentu wiodącego, uwypuklając elektronikę, taneczny rytm i &quot;leniwy&quot; wokal. Niestety gdy już udaje mu się na dobre przykuć uwagę słuchacza ich czas się kończy. Następni w kolejce są Lostprophets. Jest to moim zdaniem najsłabszy fragment płyty. Odegrane nuta w nutę &quot;Boys Don't Cry&quot; - bez cienia inwencji i ryzyka - zupełnie mnie rozczarowuje. Tak mógłby zagrać debiutant, walczący o swoje a dysponujący zbyt skromnym materiałem na wypełnienie dwudziestominutowego setu przed gwiazdą wieczoru. Podeprzeć się hitem by wymusić uwagę znudzonej publiki. Od zespołu który istnieje już ładnych parę lat należy oczekiwać znacznie więcej. Nie przekonują mnie też The Get Up Kids (&quot;Close To Me&quot;), Art Brut (przegadane &quot;Catch&quot;) oraz wspomniani już Get Cape. Wear Cape. Fly. Lubiący covery The Futureheads w &quot;The Lovecats&quot; również rozczarowują. Jednak wszyscy oni w przeciwieństwie do Lostprophets znajdują swój pomysł zamiast bezmyślnie kopiować, dlatego udało im się zdobć moją sympatię. Pierwszym w pełni udanym wykonaniem na na tym krążku jest &quot;Friday I'm In Love&quot; Marmajuke Duke. Oni też (niczym Mystery Jets &amp; Esser) nie są zainteresowani lekkim gitarowym graniem charakteryzującym oryginał, perkusja wysunięta na pierwszy plan trochę elektronicznych wtrętów zaledwie kilka uderzeń sfuzzowanej gitary nadają piosence mocny rockowy charakter. Świetni są też The Dandy Warhols (&quot;Primary&quot;), British Sea Power (&quot;A Forest&quot;) i Alkaline Trio (bardzo dobry wokalista w &quot;Cut Here&quot;). Największym plusem tego nierównego artystycznie wydawnictwa jest to, że obok prób słabych, lepszych i dobrych są na niej &quot;rzeczy&quot; wybitne. Szczęśliwym trafem na płycie sąsiadują ze sobą. Po niemrawym początku następuje więc prawdziwa uczta duchowa. Dinosaur Jr. i ich &quot;Just Like Heaven&quot; są według mnie najlepsi. Jedna z najładniejszyhch melodi pop jakie kiedykoleiek napisał Robert Smith przemieniła się w rockową bestię. Zespół depcze tą malowniczą scenerię jaką pamiętamy z wideoklipu: skały u podnóża których przelewa się morze i ukochanej pojawiającej niczym senne marzenie. Gdyby pokusić się o sfilmowanie interpretacji Dinosaura, pasowałby tu raczej biało-czarny kadr przeszukujący nienajczystszy zaułek uliczny, gdzie kamera poprzez poprzewracane śmietniki i piętrzące się śmieci przedziera się ku oknom sutereny, tam bowiem przyszłoby nam wypatrywać dziewczyny. Pomimo zwierzęcej energii jaką kipi nowa wersja przeboju, udało się jednak zachować amerykanom romantyczną aurę oryginału... Należą im się za to wielkie brawa. Im jak i następnym dwóm wykonawcom. Niezauważeni przeze mnie przy pierwszym przesłuchaniu krążka The Big Pink w &quot;Love Song&quot; budują niesamowity klimat. Udaje im się uchwycić tą szczególną atmosfrę, przywołującą w pamięci najlepszy okres w dziejach 4AD. Coś hipnotyzującego jest w tej wolno snującej się piosence. Trzecim zespołem jaki oceniam najwyżej jest Editors. Gdyby ich &quot;Lullaby&quot; wydać na singlu ta upiorna kołysanka mogłaby znów stać się przebojem. Na osobne omówienie zasługuje najdziwniejszy fragment płyty: Metronomy w &quot;Fascination Street&quot;. Rapowanka na dziwacznym podkładzie jest zapewne pastiszem. Mnie przekonuje, wydaje mi się jednak, że większość fanów The Cure może nie być zachwycona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>666 Aniołów - Czarcilok</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=317</link>

	<description> 666 Aniołów - Czarcilok&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Burning Chords Records 2008&lt;br /&gt;Powiem na wstępie szczerze: nie lubię coverów. Jest ich tylko kilka, które uważam za udane (z zasady te &quot;nie-gotyckie&quot;), jak choćby zbitki z piosenek Iggy Popa w wykonaniu Marcina Świetlickiego czy &quot;Das Model&quot; w wykonaniu Rammstein. Zgodnie z tym moim sposobem rozumownia cover może być tylko wtedy dobry jeżeli coverujący coś do niego nowego wnosi, a to niestety rzadkość.  Biorąc do ręki płytę 666 Aniołów nie spodziewałem się wiele, ot kolejny cover band Misfitsów, jakich było wiele i jakich wiele jeszcze będzie. Echo demka zespołu sprzed paru lat dodatkowo nie powodowało u mnie entuzjastycznych wspomnień. Jeżeli mam być szczery kupiłem krążek bo jest ładnie wydany - fajowy digipack i ciekawa grafika cieszą oko. &lt;br /&gt;Na szczęście moje oczekiwania wobec muzycznej zawartości nie zostały spełnione - &quot;Czarcilok&quot; to wyrąbana płyta. Teksty zostały ciekawie przetłumaczone na język polski i już to zasługuje na wielkie uznanie. Sam pracowałem jako tłumacz i wiem, ile trudu wymaga ciekawe przetłumaczenie paru linijek tekstu. O samych piosenkach się rozpisywać nie będę - wszyscy wiemy co to jest Misfits i jak brzmi. Z tą lekką różnicą, że u 666 Aniołów wszystko brzmi znacznie świeżej&amp;#8230; jakby te całe dekady nic nie znaczyły. Niby to te same piosenki, a jednak nie do końca. &lt;br /&gt;Generalnie to super płytka chłopaki! Pokazaliście tą płytką że macie talent &amp;#8211; dużo więcej niż bym się spodziewał po cover-bandzie. Może jednak się skusicie na własne piosenki!?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://www.bat-cave.pl/images/banner.png</url>

      	<title>Bat-Cave.pl - Batcave Deathrock Post-Punk Wave Gothic - Artykuły</title>

      	<link>http://www.bat-cave.pl/</link>

      	<description>Bat-Cave.pl RSS </description>

    	</image>
	
	<title>Black Ice - Eve (EP)</title>

	<link>http://www.bat-cave.pl/readarticle.php?article_id=316</link>

	<description>   Black Ice - Eve (EP)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atakra Records 2003&lt;br /&gt;Formacja Black Ice została powołana do życia przez dwóch muzyków, Stevensona Sedgwicka oraz Sköta B udzielających się także w The Phantom Limbs. Założeniem duetu było stworzenie muzyki łączęcej akustyczne instrumenty z samplami. Na początku swej działalności zespół tworzył muzykę często używaną przy różnego rodzaju artystycznych występach, niekoniecznie muzycznych. W roku 2001 do zespołu doszła wokalistka, Miss Kel. Efektem ich wspólnej pracy było czteroutworowe demo wydane na początku 2002 roku. Muzyka amerykanów zdecydowanie się rozwinęła, zaczęli sięgać po nietuzinkowe instrumenty i niezwykłe rozwiązania. Trudno jednoznacznie określić styl grania Black Ice, podobnie jak w przypadku The Phantom Limbs, zespół jedynie oscyluje wokół pewnych gatunków muzycznych, stanowi tak po prawdzie jednak styl sam w sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze w 2002 roku zespół się rozrasta o stałego członka, Pana Browna (Mister Brown) oraz poszerzającą skład koncertowy Melanie X. W takim zespole nagrywają i wydają w 2003 roku nakładem Akakra Records pierwsze swe oficjalne wydawnictwo, epke &quot;Eve&quot;. Płyta złożona jest z trzech kawałków zamieszczonych już wcześniej na demku oraz  trzech całkowicie nowych. Styl grania, maniera gitarzysty przypomina mi momentami The Phantom Limbs. Z uwagi na fakt, iż połowa zespołu to członkowie tej właśnie formacji trudno tu mówić jednak o plagiacie. Black Ice jest znaczenie wolniejsze od narzucającego na swej debiutanckiej płycie szaleńcze tempo Phantom Limbs. Silne brzmienie gitarowe jest wzbogacane samplami, pianinem, klawiszami oraz takimi egzotycznymi instrumentami jak na przykład szklanka z winem. Zupełnie oddzielną kategorie do oceny stanowi wokalistka zespołu. Nigdy dotychczas nie spotkałem się z tak wyrazistym i tak ciekawym wokalem jak u Miss Kel. Momentami nasuwający mi na myśl głos Nika Fienda z Alien Sex Fiend, jest jednym z ciekawszych kobiecych wokali na scenie deathrockowo-gotyckiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Black Ice to według mnie wspaniały zespół, który mam nadzieje mnie jeszcze nie jeden raz zaskoczy. Z zapartym tchem czekam na wydanie pierwszej płyty długogrającej, zaplanowane na 2004. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</description>

	</item>

</channel>
	</rss>